Kolejny Popielec, kolejna Środa Popielcowa w naszym życiu. Rok 2025 był czasem, w którym ponownie podejmowaliśmy postanowienia, przyrzekaliśmy Bogu poprawę, zmianę życia. Wydawało się, że rok to tak wiele, wystarczająco dużo, by to wszystko zrealizować.
A oto dziś znów stajemy przy kolejnej kartce kalendarza, przy Środzie Popielcowej roku 2026, i w ciszy własnego serca — nie zwierzając się nikomu — pytamy samych siebie: na ile byłem wierny? Na ile udało mi się zrealizować to, co uczyniło mnie i tych, wśród których żyję, lepszym człowiekiem? Odpowiedzi mogą być różne, bo zawsze próbujemy się usprawiedliwiać. Brak czasu, zawodowe zabieganie, nadmiar obowiązków, choroba. Wszystko to sprawia, że praca nad sobą, a przede wszystkim dotrzymanie słowa danego Bogu, schodzi na dalszy plan.
A jednak w tej szczególnej pedagogice Boga kryje się coś niezwykłego: On daje nam czas. Wielokrotnie w ciągu roku liturgicznego nasze myśli oscylują wokół jednego pytania: co robić i jak żyć? Pytania, które w istocie prowadzą do jednego — jak osiągnąć dobro, jak stawać się lepszym, mimo tego, co oferuje współczesny świat. Choć nieraz brzmi to dla nas jak refren: „bądź dobry”, „dąż do świętości”, „odrzuć to, co cię wewnętrznie krępuje”, co przeszkadza w prawdziwym spełnieniu człowieka.
Gdy jednak spoglądamy na siebie uczciwie, pojawia się gorzki rachunek sumienia: Panie, tak niewiele mi się udało. I wtedy przychodzi zwątpienie. W naszą wolę, w zdolność bycia wiernym Bogu, ale także samemu sobie. Bo choć Bóg czeka, to człowiek jest tym, który ma działać i korzystać z Jego łaski.
W chwilach takiego zwątpienia przypomnijmy sobie jednak słowa, które potrafią nas podnieść, wyrwać z apatii i nie pozwalają stracić nadziei: święty osiągnął już wszystko, grzesznik natomiast ma przed sobą przyszłość. I właśnie to, że mamy przyszłość, że otrzymujemy kolejny czas, że możemy przyjść, wyznać swoją słabość i mieć nadzieję, że może być lepiej — jest naszą siłą.






