Ósma niedziela zwykła. Dla nas niby zwykła, a jednocześnie niezwykła, bo Chrystus znów zaskakuje nas swoimi spostrzeżeniami i uwagami na temat życia i traktowania drugiego człowieka. Pyta o rzeczy oczywiste, czy niewidomy może prowadzić niewidomego, czy obaj nie wpadną do doków. Ale to, że uczeń nie przewyższa nauczyciela, lecz potrzebne mu jest doświadczenie życiowe i pełne wykształcenie, aby być jak jego mistrz, wydaje się oczywiste, chociaż współczesny świat jest pełen dzisiaj ludzi niekompetentnych, sięgających po uprawnienia i przez to niestety wyrządzających szkody innych. Ale clue dzisiejszych rozważań i przesłania Ewangelii sprowadza się do tego jednego zdania: Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz. To jest bowiem podstawa wszelkiego pogardliwego stosunku do drugiego człowieka. To jest podstawa chorej skali wartości, jaką my używamy w stosunku do innych. I tak naprawdę odpowiedź, jak należy żyć, znajdujemy bez większego komentarza w dzisiejszej, przed chwilą odczytanej Księdze Syracydesa. Nie chwal człowieka, zanim poznasz, jak przemawia, bowiem jest próbą dla ludzi. Gdy sitem się przesiewa, zostają odpadki. Podobne okazują się błędy człowieka w jego rozumowaniu. Wprowadźmy więc w życie te sformułowania chrystusowe, które są jednocześnie dla nas drogowskazem i ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwami, jakie grożą nam w naszym duchowym życiu.
